Fotelika nie wyklepiesz.

Dziś będzie o fotelikach powypadkowych.
Są trzy typy ludzi. Pierwszy sprzeda fotelik powypadkowy (oczywiście nie informując kupującego, że taki jest), zarobi stówkę i jest zadowolony. Drugi stwierdzi, że nic się nie stało i będzie używać dalej. Trzeci zutylizuje fotelik i zakupi nowy.
Wypadki zdarzają się codziennie. Pierwsza reakcja – olaboga biedne auto! No biedne, ale się wyklepie #polakpotrafi
Tyle, że fotelika się nie wyklepie (i całe szczęście!!!). Chociaż nie powiem, widziałam próby takiego procederu. Jakieś zagłówki połamane i poklejone powertape albo superglue. Kurde ludzie serio? Sami wozicie się w super autach, a dzieciaka sadzacie w poklejonym taśmą foteliku?

A teraz wam coś powiem, chociaż pewnie się powtórzę – foteliki podczas wypadków ulegają uszkodzeniom. Okej nie każdego spotka taki los jak tego niżej, ale wypadków jest naprawdę sporo.

 

Przypominam: foteliki samochodowe służą temu, że w razie W(ypadku) chronią życie i zdrowie waszych skarbów. To tak samo jak ubezpieczenie grupowe w pracy – płacisz co miesiąc składkę po to, że jak złamiesz nogę to dostaniesz odszkodowanie. Jak nie złamiesz, to trudno kasa przepada, ale wiesz, że zrobiłeś wszystko, żeby się zabezpieczyć… A fotelik kupujesz po to, żeby przedwcześnie nie kupować trumny. Życie.
Dlatego takim ważnym jest, żeby fotelik nie był powypadkowy, z nieznanego źródła itp.

Dochodzimy do mojego „ulubionego” – przecież to tylko mała stłuczka, nic nie jest złamane to jeszcze da radę. NIE!


Jeżeli fotelik był w samochodzie podczas stłuczki/wypadku powyżej 10km/h należy go wymienić na nowy.


W notatce policyjnej, a najlepiej także na zdjęciach powinno być info o foteliku i zgłaszamy go do szkody razem z autem – ubezpieczalnia sprawcy płaci za naprawę auta i wymianę fotelika.


A co takiego się dzieje z fotelikiem w momencie wypadku?

Powstają w nim mikrouszkodzenia – takie tycie pęknięcia, niewidoczne gołym okiem, które osłabiają konstrukcję. Niby fotelik wygląda okej, ale nie jest okej. A może jest? Tego nie wiesz. A ekspertyzy są drogie. Będziesz używać takiego niepewnego fotelika? W sumie nie ty, bo Twoje dziecko. Sorry ja nie zaryzykuję życiem mojego dziecka, żeby sprawdzić czy fotelik wytrzyma drugi wypadek – wolę wymienić na nowy. Szczególnie, że jeżeli nie byłam sprawcą wypadku to kasę odda mi ubezpieczalnia.

Czemu ja to wszystko piszę? Dziś dostałam od całkiem sympatycznej klientki fotelik samochodowy. Nie miała co z nim zrobić, bo kupiła nowy, a że ten i tak był po stłuczce to przygarnęłam bidoka.
Jest nim Britax First Class aż z Londynu 😉

Wiecie co, rozebrałam dziada, obejrzałam dokładnie (produkcja 2013), ostukałam, opukałam. Poza paroma okruchami wygląda jak nowy. Tapicerka w stanie idealnym, styropiany i plastiki całe, ba! nawet podstawa nieporysowana!

Ale zaraz zaraz. On jest po stłuczce i ja to wiem. Świadoma mama też to wie! Wie, że należy się go pozbyć w jedyny słuszny sposób – zniszczyć tak, żeby już nikt go nie użył. Bo jako rozsądny człowiek nie chce narażać ani swojego ani cudzego dziecka.

Gołym okiem wygląda na niewiele używany fotelik, a już na pewno nie da się stwierdzić, że jest on po stłuczce czy wypadku. Niestety nie ma żadnej pewności czy w razie kolejnego wypadku ochroniłby dziecko po raz drugi.

 

Zdjęcia pacjenta poniżej. Zaszczyt destrukcji przypadnie mojej osobie, co mnie bardzo cieszy, bo wyładuję sobie na nim nadmiar energii 😉