Wyobraźnia nie zna granic

Wiele samoróbek zdarzyło mi się już widzieć, w większości były one po prostu irracjonalne i nie zwiększały bezpieczeństwa dziecka, a wręcz je osłabiały.
Najczęściej zdarzają się próby ustabilizowania fotelików, poprzez wciskanie pod nie jakiś losowych przedmiotów – styropianów, książek, kocyków, pianek itp.
Powiem wam, że wyobraźnia absolutnie nie ma granic.

Dlaczego to jest złe?

Ano dlatego, że jakby producent zakładał użycie kocysia minky do montażu fotelika, to na bank poinformowałby o tym np. w instrukcji. Nie macie pojęcia jak taki kocyś może się zachować w momencie zderzenia. Może jest za śliski? Albo źle go podłożycie? No cokolwiek. Kurde ludzie, używajmy głowy.
Jeżeli już mamy foteliki, które mają dodatkowe podkładki poprawiające kąt montażu, to na takiej podkładce poprzestańmy.

Jeżeli producent fotelika nie przewidział użycia podkładki/klinu, to nic nie możemy zrobić.

Nic nie podkładamy, nie wciskamy, nie instalujemy. NIC!

 


Przykład 1 – Britax Maxway – jest dostępna dla niego podkładka poziomująca wkładana pod nóżkę fotelika i to jest wszystko co tam można wsadzić.
Jeżeli podkładka to wciąż za mało, to nie ma innej recepty na problem zbyt małego położenia fotela. Pod podkładkę, ani zamiast niej nie wciskamy ręczników, kocyków itd.

 

 



Przykład 2 – Axkid Kidzone / Rekid / Duofix – jest dostępna oryginalna podkładka, ale producent dopuszcza użycie zwiniętego w ciasny rulon ręcznika ZAMIAST podkładki, a nie pod nią.


Przykład 3 – Recaro Zero.1 – producent dopuszcza, żeby rama antyrotacyjna przylegała zaledwie w 30% swojej wysokości. Nie wpychamy za ramę pianek, poduszek itp.


Pod inne foteliki też nie…


A teraz ciekawostka – najdziwniejsze przeróbki, jakie widziałam.

Pierwsza – no cóż… Rama antyrotacyjna robiła odgniot w tapicerce, więc pomysłowy użytkownik fotela poluzował ramę tak, że ledwo lub w ogóle nie dotykała oparcia, za to dla stabilizacji przypiął fotel do siedzenia przedniego… za pomocą pasa transportowego.
Cóż… nie, tak nie robimy!
Po pierwsze pas taki ma zaledwie 200 kg udźwigu. Po drugie miejsce prowadzenia pasa nie zostało przystosowane do przyjęcia takiej siły i fotelik może zwyczajnie pęknąć w trakcie zderzenia.


Kolejnemu użytkownikowi fotelik się luzował, zwyczajnie klamra się wyrobiła. Użył więc kawałka dętki rowerowej, którą owinął wokół pasa, żeby nie popuszczał.

Rozwiązanie zdało egzamin – fotelik się nie luzował – jednak o wiele lepiej wydać parę złotych monet i poprosić serwis o wymianę klamry.



Ostatni przykład to jest zaskoczenie roku. Z jednej strony ingerencja w fotelik, z drugiej najbardziej udana jaką w życiu widziałam! Tu dziękuję Panu Tomkowi za udostępnienie zdjęć. Guziki od kładzenia rączki w foteliku 0-13 się zepsuły. Najprościej iść do serwisu i oni wymienią, ale tu zastosowano zasadę „ja nie zrobię?” 😀

Nowe zielone i działające (!) guziki zostały wydrukowane na drukarce 3D! Taaaaaak, nadal znajdujemy się w Polsce, a nie w USA 😀
Przyciski zostały wydrukowane z materiału PLA. SZA-LEŃ-STWO 😀
Panie Tomku – szacun za pomysłowość 😉
Ja tam jednak wolę serwis 😛