Młotkiem w łeb, czyli internetowe dyskusje.

„A ja myślę, że całe zło te­go świata bie­rze się z myśle­nia. Zwłaszcza w wy­kona­niu ludzi całkiem ku te­mu nie mających predyspozycji.”

A. Sapkowski


Ja jestem cierpliwa, naprawdę. Mój mąż czasem patrzy na mnie jak rozmawiam z „trudnym klientem” (bo i tacy się zdarzają) i się dziwi jak ja to ogarniam. Ale czasem mam dość.

Wiecie ile pracuję? 25 godzin na dobę. Tak. Dwadzieścia-kurde-pięć! Bo ja nie tylko foteliki ogarniam. Ogarniam też dom, dziecko i resztę życia (szacun dla tych, co mają więcej dzieciów :* ). Czasem lubię sobie odpocząć i książkę w spokoju poczytać. Mimo wszystko udzielam się w tych fotelikowych dyskusjach. Ta ostatnia godzina doby właśnie jest na to.
I czasem często zostaję wezwana/oznaczona na facebooku, żeby się wypowiedzieć na jakiś temat.
Są to zwykle kwestie techniczne np.

  • czy mogę ten śpiworek tak zainstalować?
  • gdzie kupić fotelik?
  • czy fotelik XYZ jest dobry?
  • czy moje półroczne dziecko może jeździć przodem?
  • dlaczego tyłem jest bezpieczniej?

I takie tam inne zagadnienia. Normalna sprawa.

Czasem często są to jednak pytania i kwestie inne. I tu dopiero zaczynają się jaja.

  • moje dziecko jeździło przodem i żyje
  • ja jeździłam przodem i żyję
  • mój mąż jeździł bez fotelika i żyje
  • jak w nas tir pierdolnie, to nas najlepszy fotelik nie uratuje
  • pasy cisną moje dziecko – wolę bez
  • koleżanka jest policjantką i mówi, że nie można wozić tyłem, poza pierwszym fotelikiem
  • pan w sklepie w Pcimiu Dolnym mówi, że nie wolno wozić dzieci tyłem, bo im się w głowie kręci
  • moje dziecko jest za duże na fotelik
  • ciocia mówi, że nie ma co wydawać tyle kasy na fotelik
  • ja wiem lepiej niż jakaś tam osoba w sklepie
  • moje dziecko będzie głupie jak będzie jeździć tyłem
  • a co z nogami?

No i wiecie ja odpowiadam na te pytania ze stoickim spokojem, bo sobie myślę, że nie ma co się napinać. Że wyjaśnię i dotrze. Zakumają. Przecież mają mózgi. Zresztą nie jest to jakaś wiedza tajemna czy szukanie peronu 9 i 3/4 do Hogwartu.

Ja tracę czas, bo chcę dobrze i chcę pomóc, a zazwyczaj tworzy się tam gównoburza. Ba! Całe gówniane tornado! Wpadają terror-matki i jest jazda na całego.

Staram się unikać afer (bo nie czerpię radości z wyzywania się od debilek) i spokojnie odpowiadam na te same pytania od lat. Te same. Żadnych nowych. Nikt mnie nie chce zaskoczyć. W kółko to samo.
Już pomijam fakt, że wystarczy wpisać cokolwiek w neta i znajdzie się mnóstwo artykułów, filmów odnośnie bezpieczeństwa dzieci i wożenia tyłem, bo to nie jest nowy temat. Serio, dzieci są wożone tyłem od dawna.

Ale po co czytać? Lepiej wbić sobie do głowy, że „muj monrz jeździł pszodem i rzyje”.

No ale dzielnie odpowiadam na pytania. Czytam przy tym, że jestem durna i się nie znam. Albo, że mi za to płacą (jak ktoś się dowie kto płaci, to proszę mi napisać maila, bo w sumie to ja chętnie coś przytulę). Albo, że to chwyty marketingowe. Albo, że nie wiem co jeszcze… Generalnie to chuja wiem, a gadam.

Wiecie co? Zaczyna to być męczące. Nawet dla mnie. A cierpliwa jestem.

Siedzą te kobiety (bo jednak częściej to są kobiety) w internetach i kłapią. Kłap kłap kłap. Foteliki… kłap kłap… Szczepienia… kłap kłap… Przekłuwanie uszu… kłap kłap… BLW… kłap kłap… Mam horom curke… kłap kłap… jestem matką wiem najlepiej, co jest dobre dla mojego dziecka… kłap kłap…

Kurde. Ja naprawdę długo siedzę w temacie fotelików i nie wymyśliłam sobie tego wszystkiego. Codziennie po kilkanaście razy pokazuję ludziom jak zapinać dziecku pasy. Znam sytuacje, że fotelik pomógł podczas dachowania, bo był poprawnie zamontowany, a dziecko poprawnie zapięte, a nie jakieś pierdu pierdu „że moje dziecko pasy cisną”.
I wierzcie mi lub nie, ale codziennie mam coś do roboty. To nie jest tak, że raz wyjaśnię i już – naprawiłam świat. Świat jest nienaprawialny.

Jakby jednak ludzie przyłożyli się trochę do zgłębienia wiedzy, to byłoby łatwiej. To nie jest trudne poczytać odpowiednie artykuły, nie jest to fizyka kwantowa, żeby tego nie czaić.

Okey. Nie zmuszam do rozumienia wektorów i zasad dynamiki Newtona, ale co jest trudnego w „jadę przodem wyrzuca mi łeb do przodu, jadę tyłem wtulam się w skorupę fotelika”? No kurde. Moje dziecko to rozumie. A ma 6 lat.

Czytam to wszystko, w kółko to samo od lat i mam ochotę pierdolnąć młotkiem w łeb. Sami zdecydujcie czy sobie czy komuś…

 

GIF