Zapinaj pasy w taksówce

To miał być zwykły dzień, ale Franek się rozchorował i miał coraz wyższą gorączkę. Leki i okłady nie działają, więc kiedy mały zaczyna tracić przytomność, a temperatura sięga niemal 40 stopni decydujemy się pojechać do lekarza. Mąż wyjechał z miasta, a razem z nim nasz fotelik samochodowy. Nie był nam potrzebny przez te kilka dni, nie planowałam nigdzie jeździć. Lecę do sąsiadów zapytać, czy pożyczą nam samochód, ale oddali go do mechanika. Wzywamy więc taksówkę, prosimy o taką z fotelikiem.

Samochód przyjeżdża po kilku minutach. Wsiadamy, a Franek zaczyna mi się dosłownie lać przez ręce. W taksówce nie ma fotelika. Ale jak to? Przecież prosiliśmy. Kierowca mówi, że w taksówce nie trzeba. Sąsiedzi nam nie pożyczą, bo jest w aucie na warsztacie.

Szybka decyzja – wsiadamy. Nie mamy wyboru, w końcu chodzi o Franka.

Ruszamy w kierunku szpitala. Ja zapięłam pasy, Franek owinięty w koc leży mi na kolanach. Jesteśmy coraz bliżej celu, chyba leki zaczęły jednak działać, bo młodemu wraca świadomość i zaczyna ze mną rozmawiać. Pyta gdzie jedziemy, a ja mu odpowiadam, że do lekarza, który mu pomoże.

Praktycznie już widać szpital. Następne co pamiętam to huk i krzyk. Kiedy otwieram oczy Franek leży nieprzytomny na podłodze przy moich nogach. Nie oddycha. Kierowca, cały zakrwawiony, krzyczy przeraźliwie.
Wysiadam z samochodu i wyciągam Franka. Dzwonię po karetkę i jednocześnie zaczynam go reanimować, tak jak uczyli na kursie pierwszej pomocy. Moje łzy kapią na jego nieruchome ciało, kiedy rytmicznie uciskam jego pierś. 
Mija zaledwie kilka minut, które dla mnie są całą wiecznością. Zjawia się karetka…

Tydzień później… 
Moje serce pękło. Czuję się, jakby wyrwano część mojej duszy. Lekarze mówią, że Franek do końca życia będzie na wózku inwalidzkim. Przez moją głupotę…
Z relacji policji wynika, że na pasy wyjechał nagle rowerzysta. Kierowca taksówki, żeby go nie uderzyć odbił i uderzył w latarnię. Kierowca nie miał pasów, uderzył głową w kierownicę, rozbijając przy tym okulary, które pokaleczyły mu twarz. Franek wyrwany siłą uderzenia z moich rąk uderzył o przedni fotel, co uszkodziło jego kręgosłup. Jest sparaliżowany. Moje obrażenia były najmniejsze, bo jako jedyna miałam pasy…


Ta historia jest zmyślona. Mogła jednak wydarzyć się naprawdę. Polskie prawo dopuszcza przejazd z dziećmi w taksówce bez fotelików, tak samo, jak dopuszcza, aby kierowca taksówki nie zapinał pasów, kiedy wiezie pasażerów. 
Zapinajcie pasy w taksówce i używajcie fotelików. Nawet, jeżeli prawo mówi, że nie trzeba.