O wszystkim i o niczym

Co to jest urządzenie przytrzymujące? Fotelik czy podstawka?

Zacznijmy od tego, że absolutnie nie polecamy używania urządzeń przytrzymujących. Najlepszą formą zapewnienia dziecku maksymalnej ochrony jest pełny fotelik samochodowy. Jaka jest między nimi różnica?

W polskim prawie rozróżniamy dwa pojęcia – fotelik bezpieczeństwa/ochronny oraz urządzenie przytrzymujące. 


Co to właściwie jest to urządzenie przytrzymujące?

Urządzenie przytrzymujące jest każdym urządzeniem, które nie jest pełnym fotelikiem samochodowym. Przez pełny fotelik mam na myśli taki, który posiada zarówno siedzisko, prowadnice pasów, jak i pełne plecy z osłonami bocznymi i zagłówek.
Urządzenie przytrzymujące, to substytut fotelika, który ze względu na homologację jest uznawane za zgodne z prawem. Urządzenia przytrzymujące, podobnie jak foteliki, posiadają homologację ECE R44.
W trakcie procesu homologowania urządzenia te są badane m.in. przy zderzeniu czołowym z prędkością 50 km/h. Posiadanie certyfikatu ECE R44 jest powszechnie nazywane posiadaniem atestu (rodzice bardzo często mylą testy z atestami). Produkty z tym atestem można w europie sprzedawać legalnie.
Najbardziej znanym przedstawicielem takich urządzeń jest tzw. poddupnik, czy też podstawka samochodowa. W wersji bardziej ekskluziw jest to siedzisko odłączone od pełnego fotelika, posiadające nawet isofix. W wersji biednej jest to kawałek styropianu. W wersji „oszczędzamy na materiale” są to przedziwne paski i kawałki plastiku. Ale zacznijmy od początku.

Jednym z największych zagrożeń podczas używania urządzeń przytrzymujących jest brak ochrony bocznej. W momencie zderzenia bocznego dziecko uderza głową w bok drzwi lub szybę. W najlepszym wypadku głowa dziecka jest już dosyć wysoko (dotyczy starszych dzieci) i nie uderza w szybę, a w kurtynę boczną (o ile auto taką posiada).

Ideą pełnego fotelika są materiały energochłonne w bokach oraz zagłówku. Chronią one ciało i głowę dziecka przed zderzeniem z szybą i bokiem drzwi. Tak to powinno wyglądać:

O pozostałych zagrożeniach pisałam już tutaj:

Fotelik, podstawka czy bez niczego? Jak przewozić starsze dziecko?

Poddupnik/podstawka

Poddupnik jest zrobiony najczęściej ze styropianu lub plastiku. To taka bardzo tania forma przewożenia dziecka, byleby mandatu nie dostać. Wielu rodziców sadza na poddupniki już nawet dwuletnie dzieci, nie patrząc nawet na to, że takie urządzenia też są od pewnej wagi (np. 15 lub 22 kg). 

Poddupnik w wersji „super tanio” nie posiada prowadnic pasa biodrowego, co oznacza, że w zasadzie podnosi on tylko dziecko do góry na siedzeniu. Niestety to nic nie daje. Najczęściej pas idzie po dziecku niepoprawnie, bo po brzuchu (biodrowy) i po szyi (barkowy). W trakcie zderzenia robi miazgę z narządów wewnętrznych.
Dodatkowo taki poddupnik nie jest przymocowany do samochodu i bardzo często wysuwa się spod dziecka.

Tak reklamują poddupniki – jako superlekkie, a co za tym idzie łatwe w przenoszeniu.

 

Istnieją też poddupniki w wersji „trochę lepsze”, które posiadają przynajmniej prowadnice pasa biodrowego.
Oznacza to, że pas barkowy dalej obcina dziecku głowę, ale dla odmiany biodrowy nie miażdży narządów wewnętrznych.

Dzieci kuszone są wzorami w myszki, Elsy, Carsy czy inne Trolle, oraz tym, że „koledzy tak jeżdżą”, a rodzice ulegają pociechom. Kawałek styropianu i szmaty z licencyjnym nadrukiem – to jest to, co według niektórych rodziców ochroni życie i zdrowie dziecka.

 

 

Zobaczcie jak taka podstawka, w porównaniu do pełnego fotelika, wygląda w crashtestach.

Inne urządzenia przytrzymujące

Poddupniki to zło, powiecie. Świat idzie do przodu i wymyślane są coraz to nowsze urządzenia, które mają zastąpić klasyczne podstawki. Ideą jest „lekkie, małe, przenośne”. Nie ma to kompletnie żadnego związku z bezpieczeństwem w podróży, może jedynie uchronić przed otrzymaniem mandatu.

Wymyślono już nadmuchiwaną podstawkę…


Istnieje też podstawka, która reklamowana jest jako kompaktowa i bezpieczna. O przepraszam, reklamowana jest nawet jako fotelik samochodowy. Hasło przewodnie brzmi „10x mniejszy od tradycyjnych fotelików a tak samo bezpieczny”.

Idea jest taka, że rozkładamy plastikową podstawkę z prowadnicami pasa, zapinamy dziecko, po czym klamerką z paskiem spinamy pas barkowy. 

Zagłębiając się w stronę internetową marki możemy znaleźć takie informacje, jak „pas z dala od twarzy i szyi”.

 

A potem widzimy to zdjęcie, a na nim pas na szyi…

Tak, wiem. Ja to widzę, a potencjalny użytkownik tego urządzenia nie zwróci uwagi…

To urządzenie przytrzymujące zostało przebadane przez niezależne instytuty (np. ADAC, OEAMTC) i otrzymało ocenę 1. Szczególnie źle zostało ocenione za zderzenie boczne, nie zapewniając dziecku kompletnie żadnej ochrony. Na zdjęciach poniżej widać manekina, który podczas zderzenia bocznego uderza w barierę, która w prawdziwym życiu jest drzwiami samochodu.

https://www.oeamtc.at/tests/kindersitztest/kindersitztest-2017-fruehjahr/mifold-grab-and-go-21031148


Takich produktów jest o wiele więcej i ciągle powstają kolejne. W ostatnim czasie firmy prześcigają się, żeby stworzyć coś mniejszego, lżejszego, bardziej kompaktowego, tak, jakby to było najważniejsze.

Wiecie co łączy te wszystkie urządzenia? Z nimi nie dostaniecie mandatu. I to by było na tyle.

Niestety żadne urządzenie przytrzymujące nie ochroni dziecka w chwili zderzenia bocznego. Mogą one zabezpieczać przed mandatami, mogą poprawiać przebieg pasa, jednak cały czas oglądamy manekiny. Dziecko nie jest manekinem i nawet przy najlepiej na świecie ułożonym pasie może ono zwyczajnie się powiercić i pas już leży źle. A to jest pierwszym krokiem do tragedii w razie wypadku.

Żeby nie było, że jestem uprzedzona, to biorąc pod uwagę badania, posiadając wyższe dziecko (min. 135cm) oraz auto z kurtynami bocznymi możemy sobie pozwolić na posadzenie dziecka na poddupniku, bo formę ochrony bocznej przejmą właśnie kurtyny. Tylko dziecko musi do nich dosięgać, bo w innym przypadku na nic się one nie zdadzą.

Z drugiej strony, po co podczas wycieczki dziecko ma spać tak:

Skoro może spać tak: