O wszystkim i o niczym

Influencerzy – choroba XXI wieku

Jesteś blogerką (albo blogerem, bo u mężczyzn też to widuję). Masz te 40 tyś czy nawet 400 tyś obserwatorów na instagramie, jeszcze więcej na facebooku. Pokazujesz im siebie, część swojego życia, swoje dzieci, domy, rodziny… 

Jesteś influencerem (znaczy się, tak po polskiemu, to masz wpływ na innych). Ludzie chcą nosić to co ty, bo masz fajną bluzkę. Albo pytają gdzie kupiłaś dziecku buty, bo fajne. Reklamujesz produkty i na tym zarabiasz… 

Jesteś celebrytą. Robią ci zdjęcia jak kupujesz sobie latte w Starbucks’ie, a pieseczkowe portale trzy dni rozpisują się o dramacie w twoim życiu, bo założyłaś skarpetki do klapek. Chuj z tym, że akurat szłaś tylko wyrzucić śmieci. Image musi się zgadzać, a zakładając skarpetki do klapek przyspieszyłaś powstawanie dziury ozonowej o jedną mikrosekundę. No chyba, że jesteś akurat Alicia Keys i propragujesz życie bez makeup’u, to wtedy możesz sobie nawet nosić stanik na bluzce i mówić, że teraz taka moda i portale mogą cię cmoknąć.

Skoro jesteś osobą publiczną, osobą kreującą modę, zachowania itp, to dlaczego, do kurwy nędzy, przykładasz uwagę do makijażu, do ubioru, do tego co pokazujesz na insta, a nie potrafisz, kurwa, spojrzeć na to, że źle przewozisz dziecko?!

Dlaczego Twoje dziecko jest zapięte tak, że w razie wypadku straci bebechy i z rozpędu może jeszcze głowę?!

Chuj mnie jasny strzela, jak widzę te idealne wychuchane domy niczym z nowej broszury ikea, eko bluzki z lnu hodowanego przez mnichów przy dźwięku tybetańskich mis i samojeżdżące wózki napędzane siłą lawendowego pierda, a potem widzę jak przewozicie dziecko… Wasze dziecko! Wasze oczko w głowie! 

Gdyby 5% tego czasu, który wkładacie w reklamowanie bzdur na insta włożyć w poprawne zapięcie dziecka, to wierzcie mi lub nie, świat byłby lepszy, a dzieci jeździły bezpieczniej! Dlaczego?!
Bo, kurwa, 100 000 osób widzi to wasze bardzo gównianie zapięte dziecko i myśli, że tak ma być! Są przekonani, że kto jak kto, ale przecież ich idolka nie popełnia błędów! 

Ten wasz cały influence (znaczy się wpływ), widocznie ogranicza się do szminek i torebek, bo przecież za to wam zapłacą, a nikt wam nie zapłaci za stwierdzenie „zapinajcie poprawnie dziecko„. I żeby było zabawniej, to nie trzeba wcale być jakimś super mądrym, wystarczy po prostu przeczytać jak poprawnie zapinać dziecko w foteliku, a jak nie umiesz czytać, to są filmy na youtube, a jak nawet to cię pokonało, to są sklepy, które za darmo to tłumaczą. Tylko wiesz, „za darmo” w sensie – ty im nie płacisz i oni ci też nie. 

Patrzę na was i myślę sobie: wstyd. Po prostu wstyd.