O wszystkim i o niczym

Odpowiedzialność, czyli kto odpowiada za bezpieczeństwo dziecka?

Ostatnio pisałam na facebooku o pewnych blogerkach, które co innego mówią, a co innego robią, od tego czasu dostaję na priva kolejne przykłady albo podobnego marketingu, albo typowych akcji „ma zasięgi, a wozi dziecko w skrzynce po warzywach, mogłaby zrobić coś dla świata oprócz opowiadania o szamponie”.

Szczególnie utkwiło mi w głowie stwierdzenie „moje dziecko ma już ponad 130 cm, więc MOŻE jeździć na podkładce”. No może, ale czy powinno?

A jakby tak spojrzeć na to inaczej? „Moje dziecko ma już 3 lata i mówi, więc może już przeklinać”. Czy aby na pewno?  

Ja wam wyjaśnię skąd to 130 cm się jej wzięło. Bo teoretycznie przy takim wzroście + poddupniku + kurtynach bocznych w samochodzie to dziecko ma już należytą ochronę przy zderzeniach bocznych, a pas idzie poprawnie. Tylko, że w większości przypadków taki rodzic nie sprawdza ani prowadzenia pasa, ani tych cholernych kurtyn, tylko idzie w zaparte, że jak 130 cm to może.  Czyli gdzieś coś dzwoni, ale nie do końca wiadomo gdzie…   

Wiecie co Wam powiem? Powiem, że dziecko 130 cm może jeździć na podkładce. Powiem więcej – dziecko ważące 15 kg też może jeździć na podkładce! Ręka do góry kto ma piętnastokilowego dwulatka 😛 A tak serio – może, ale czy powinno?

Do Was, jako rodziców należy zapewnienie temu dziecku bezpieczeństwa! To Wy wybieracie czy będzie jechało na podkładce czy w foteliku. To Wy uczycie je przechodzenia przez ulicę, noszenia kasku na rowerze oraz tego, że piekarnik jest gorący i lepiej tam łapek nie wpychać. To Wy wpajacie dziecku, że wypadki się zdarzają i należy się możliwie najlepiej przed nimi zabezpieczyć.

„Mamo, koledzy się ze mnie śmieją” powiedział niejeden ośmiolatek. Wiecie co mówi mój? „Jak będzie wypadek, to przeżyję”. Tak, wpoiliśmy dziecku, że bezpieczeństwo jest ważne.

Czy to oznacza, że zawsze idealnie siedzi w foteliku i się nigdy nie wierci i nie wychyla? Oczywiście, że się wierci – jest w końcu dzieckiem. My jednak regularnie mu przypominamy, że bezpieczeństwo jest najważniejsze, bo może i jeździmy bezpiecznie, ale nigdy nie wiemy czy ta Kia, która właśnie wyjeżdża z naszej prawej zastosuje się do znaku ustąp pierwszeństwa. Albo czy kierowca tego samochodu, który mijamy nie gapi się w telefon.

Podczas, kiedy jego rówieśnicy jeżdżą na poddupnikach czy nawet bez pasów (bo do szkoły kilometr), on jeździ w foteliku dopasowanym do jego wzrostu i wagi, a my zapinamy pasy, nawet jak za 200 m wysiadamy pod sklepem.

A teraz zerknijmy na to z drugiej strony. Internet jest pełen najróżniejszych przepisów i artykułów „jak bezpiecznie przewozić dziecko”. Problem polega na tym, że czasami są one ze sobą… sprzeczne. Siądzie jakiś pożal-się-boże-dziennikarzyna i wysmaruje potworka pt. „foteliki 0-36 kg są fajne, bo starczają już do końca, a przy tym są niedrogie” i puści to w świat. Zawsze wtedy mam ochotę takiego zapytać „a noworodkowi to już adidasy rozmiar 40 kupiłeś?”. Naczyta się rodzic tych koszmarków i potem przychodzą mu do głowy durne pomysły. Kto na tym cierpi? Dziecko!

W kwestii bezpieczeństwa Waszych dzieci powinniście słuchać specjalistów.

Jeżeli nie jesteście czegoś pewni – zapytajcie. Tylko na litość matki-wszystkich-erwuefów, zapytajcie kogoś, kto się na tym zna. Po to są sklepy specjalistyczne, żeby potrafiły rozwiać wasze wszystkie wątpliwości. Przecież my po to się właśnie szkolimy, żeby znać odpowiedzi na Wasze pytania. Bo pamiętajcie, że jak ktoś się nie zna, to sobie wymyśli na dany temat swoją teorię i jeszcze Wam ją wciśnie jako prawdę objawioną.

Wy nie musicie się znać na fotelikach, ale MUSICIE zadbać o bezpieczeństwo Waszych dzieci! I nie ma wymówek, że nie wiedzieliście. Nie wiesz – zapytaj! Tylko uważaj kogo…